Dawid Lewandowski
Dwa lata temu bawiłem się na własnym weselu, a rok później walczę o to, by w ogóle żyć. Moja żona jest przy mnie na każdym kroku, dlatego ja muszę zostać przy niej.
Zbiórka na:
dojazdy, specjalistyczna dieta, suplementy, sprzęt ortopedyczny, leki, wizyty u specjalistów
62 962,27 zł z 200 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
06-02-2025
Pozostało na subkoncie
18063,46 zł
Zrefundowane wydatki
44898,81 zł
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Aktualizacje:
Aktualizacja z dnia 08.01.2026
W lipcu 2025 roku zakończyłem chemioterapię i radioterapię, które rozpocząłem w październiku 2024. Wyniki badań obrazowych były bardzo dobre – komórki nowotworowe nieaktywne. Był to niezwykle szczęśliwy czas dla całej naszej rodziny. Razem z żoną zaczęliśmy żyć bez ciągłego lęku i snuć plany na przyszłość.
Niestety, już w połowie października pojawił się ból barku. Początkowo wydawał się niegroźny – myślałem, że to efekt długich spacerów lub poruszania się o kulach. Z czasem ból jednak narastał. Lekarze wykluczyli m.in. zapalenie stawów, jednak dolegliwości nie ustępowały.
W listopadzie pojechaliśmy na wizytę kontrolną do Warszawy. Byłem już w bardzo złym stanie – poruszałem się na wózku inwalidzkim, ponieważ nie byłem w stanie chodzić o kulach, a lewa ręka niemal całkowicie przestała funkcjonować. Po wizycie zlecono badanie PET. Jego wynik był druzgocący – wykazał przerzuty do barku, łopatki, kręgosłupa, żeber oraz szpiku kostnego.
W Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie usłyszałem, że wyczerpano dostępne możliwości leczenia i zaproponowano mi jedynie opiekę paliatywną bliżej miejsca zamieszkania. Nie do końca rozumiałem, co mówi lekarz – czułem się, jakbym w jednej chwili stracił grunt pod nogami. W głowie pojawiło się tylko jedno pytanie: czy to już koniec?
Nie chcę się z tym pogodzić. Razem z żoną szukamy pomocy za granicą. Konieczne są kosztowne badania molekularne, które pozwolą dobrać leczenie celowane, dopasowane do mojego nowotworu. Wiemy, że koszty są ogromne, jednak wierzę, że znajdą się ludzie o wielkich sercach, którzy zdecydują się mnie wesprzeć – za co z całego serca dziękuję.
Marzenie:
Witam, mam na imię Dawid, w tym roku skończę 31 lat. Ubiegły rok był dla mnie prawdziwą katorgą i obrócił moje życie o 180 stopni. Zaczęło się od bólu promieniującego do prawej nogi. Chodziłem od lekarza do lekarza, często odbijając się od ściany. Nietrafne diagnozy – rwa kulszowa, przepuklina kręgosłupa – nie pomagały. Fizjoterapia i inne metody również zawiodły. W końcu zrobiłem rezonans, na który nikt nie chciał mnie wcześniej skierować, bo przecież „w tym wieku się nie choruje”.
Gdy dostałem opis badania, zamarłem. Znaleziono masę patologiczną obejmującą cały mój talerz biodrowy. Kolejne badania i biopsja we wrześniu potwierdziły diagnozę – rzadki nowotwór kości, mięsak Ewinga. Choroba zaczęła się w talerzu biodrowym i zaatakowała okoliczne kości.
Leczenie będzie długie i kosztowne. Jeśli terapia w kraju nie przyniesie rezultatów, będzie konieczne leczenie za granicą. Na ten moment przechodzę chemioterapię i radioterapię. Zabieg operacyjny jest na razie niemożliwy. Niestety, koszty związane z leczeniem są ogromne – dojazdy, dieta, suplementacja oraz sprzęt ortopedyczny, który okazał się konieczny, gdy osłabione przez chorobę kręgi zaczęły pękać.
Leczę się w Warszawie, do której mam 250 km, a prywatne wizyty u ortopedy odbywam w Szczecinie (330 km). To tylko kropla w morzu wydatków. Dlatego proszę o pomoc w dalszym leczeniu. Choroba nie zwalnia, więc ja również nie mogę. Marzę o tym, by znów żyć normalnie, jeśli tylko będzie to możliwe.
Życie potrafi być przewrotne. Dwa lata temu bawiłem się na własnym weselu, a rok później walczę o to, by w ogóle żyć. Na szczęście mam przy sobie rodzinę, która mnie wspiera. Moja żona jest przy mnie na każdym kroku, dlatego ja muszę zostać przy niej.
Dziękuję wszystkim za każdą cegiełkę w walce o moją przyszłość.