Aleksandra Naparty
Moja historia z zaawansowanym rakiem piersi zaczęła się w 2023 roku. Choroba dotknęła kości i wątrobę, a standardowe leczenie w Polsce nie daje pełnych możliwości. Każda pomoc przybliża mnie do stabilizacji, dalszego leczenia i życia z moimi dziećmi
Zbiórka na:
nierefundowane leki, wizyty lekarskie, dojazdy na leczenie
7 945,00 zł z 100 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
20-01-2026
Pozostało na subkoncie
7945,00 zł
Zrefundowane wydatki
-
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Marzenie:
Moja historia zaczęła się latem 2023 roku, gdy wyczułam guzek w piersi. Byłam przekonana, że sam zniknie. Mając 35 lat i nie mając w rodzinie przypadków raka piersi, nie dopuszczałam do siebie myśli o chorobie.
3 listopada 2023 roku, podczas pierwszej wizyty u onkologa, usłyszałam, że na 95% zmiana jest złośliwa. W grudniu tomografia potwierdziła odległe przerzuty do kości. Zmiany nowotworowe wchodziły także w światło rdzenia kręgowego, grożąc paraliżem czterokończynowym, co wymagało natychmiastowej operacji kręgosłupa.
Traktowałam całą sytuację zadaniowo – każdego dnia szukałam pomocy i błagałam o przyspieszenie terminów konsultacji oraz opisów badań. Byłam w tym skuteczna – 28 grudnia 2023 roku chirurg przekazał mi decyzję konsylium lekarskiego, anestezjolog w poradni leczenia bólu przepisał leki, radioterapeuta zaplanował radioterapię, a ortopeda wyznaczył termin operacji na następny tydzień.
Po udanej operacji w styczniu 2024 roku rozpoczęłam leczenie systemowe – hormonoterapię i terapię celowaną, a w marcu podjęłam radioterapię. Od maja 2024 roku zaczęłam wlewy, które wzmacniają kości osłabione przez przerzuty obejmujące kręgosłup, mostek, żebra, biodra, uda i inne miejsca.
Choroba i leczenie przewróciły moje życie do góry nogami. Liczne dolegliwości doprowadziły do rezygnacji z pracy i przejścia na rentę. Stałam się osobą, która musi prosić o pomoc w codziennych obowiązkach, a życie toczy się od wizyty do wizyty, w ciągłym lęku. Mój proces zdrowienia to sztuka osiągania i utrzymywania stabilizacji, którą wspieram regularną rehabilitacją. Udało mi się to przez półtora roku.
Od października 2025 roku ból kości narastał. Czekałam miesiąc na badanie rezonansem magnetycznym, a następnie prawie miesiąc na wynik, który potwierdził rozwój raka. Teraz, oprócz piersi, węzłów chłonnych i kości, rak rozprzestrzenił się wieloogniskowo w wątrobie. 18 grudnia 2025 roku rozpoczęłam chemioterapię w cyklu dwutygodniowym. Każdy tydzień wypełniają dodatkowe badania i wizyty lekarskie, którym towarzyszy zmęczenie i nieustanny lęk. Aby zdążyć przed chorobą, część diagnostyki wykonuję prywatnie, na własny koszt. Nierefundowana płynna biopsja wykazała mutację nowotworu, której leczenie nie jest dostępne w Polsce. Obecnie szukam badań klinicznych i możliwości leczenia w kolejnej linii.
W ciągu ostatniego miesiąca na prywatne wizyty i diagnostykę wydałam ponad 4.000 zł. Dodatkowo, miesięczne koszty leków i przejazdów wynoszą około 1.000 zł. Wszystko to funkcjonuje dzięki codziennej pomocy bliskich. Wsparcie mojego męża, jego niemierzalne zaangażowanie i motywacja dają mi siłę każdego dnia. Rodzina i przyjaciele opiekują się naszymi małymi dziećmi, gdy jestem w szpitalu lub po chemii nie mam siły wstać. Dzięki temu mój mąż może nadal pracować i utrzymywać naszą rodzinę. W zaakceptowaniu zmian pomagają mi cykliczne warsztaty psychoonkologiczne oraz rozmowy z psychologami w najtrudniejszych momentach.
Moim największym marzeniem jest cofnięcie zmian w wątrobie i ponowne osiągnięcie stabilizacji. Niezbędne jest znalezienie leczenia po chemioterapii. Chciałabym zobaczyć, jak moje dzieci dorastają, jak syn zaczyna szkołę i odroczyć jak najdalej widmo utraty mamy. Wciąż tli się we mnie nadzieja na wynalezienie leku na przerzutowego raka – nadzieja na cud. A z bardziej realnych celów pragnę wyjazdu do Zermatt w Szwajcarii i wjazdu wyciągiem na Matterhorn. Kocham podróże i góry – tam ładuję baterie i czerpię siłę, dlatego chcę dotrzeć jak najwyżej.
Zgłoszenie się do fundacji i utworzenie zbiórki było dla mnie początkowo bardzo trudne, ponieważ proszenie o pomoc i pieniądze jest niezwykle krępujące. Dziękuję każdemu, kto przeczytał moją historię i uwierzył, że może mi realnie pomóc w procesie zdrowienia. Każda wpłata i udostępnienie zbiórki wspiera moje leczenie oraz pomaga mojej rodzinie w godnym życiu. Zebrane środki przywrócą mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji w finansowaniu dalszego leczenia. Dzięki Waszej pomocy nie będę musiała rezygnować z marzeń, a ciężar codziennych zmartwień związanych z finansami odejdzie w niepamięć.