Adrianna Gretkierewicz
Zosia Samosia… Znasz to słowo? Ja znam doskonale, ale przyszedł czas, w którym zdecydowałam się poprosić Was o pomoc. W wieku 32 lat zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami do mózgu, płuc i węzłów. Jestem nosicielem mutacji genowych BRCA1. Marzę o życiu w zdrowiu, bo kiedy jest to jedno, wszystko inne staje się możliwe... 💙
Zbiórka na:
nierefundowane leczenie, suplementy, leki, konsultacje ze specjalistami, badania diagnostyczne, terapie wspomagające, wparcie psychologiczne
211 195,56 zł z 300 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
05-02-2025
Pozostało na subkoncie
151692,66 zł
Zrefundowane wydatki
59502,90 zł
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Aktualizacje:
Aktualizacja z dnia 14.01.2026
Kolejna seria badań obrazowych w listopadzie 2025 r. dała NIEJEDNOZNACZNY wynik. Początkowo stwierdzono PROGRESJĘ choroby, lecz po licznych konsultacjach zdecydowano o niespełnieniu wykładników progresji. Obecnie kontynuuje leczenie na niezmiennych zasadach, a badania zaplanowane na luty dadzą jednoznaczną informację o stanie mojej choroby. Mam nadzieję, że terapia pozostaje jednak skuteczna, a choroba nie zaczęła postępować.
Dziękuję za wszystko, co już zrobiliście i bardzo proszę o dalsze wsparcie - wpłaty, dobre słowo, udostępnianie 💙🚀.
Aktualizacja z dnia 01.09.2025
Po zmianie terapii i serii badań obrazowych w końcu pojawiły się długo wyczekiwane dobre wieści – odnotowano częściową remisję. Zmiany się zmniejszają. Chemia działa, a ja głęboko wierzę, że przede mną jeszcze wiele lat życia w remisji nowotworowej.
Z całego serca dziękuję za możliwość utworzenia subkonta i uzyskania refundacji. Dzięki wsparciu finansowemu mogę w pełni skupić się na leczeniu i zdrowiu, a nie na kosztach terapii.
Aktualizacja z dnia 01.05.2025
Dopiero teraz dochodzi do mnie co się wydarzyło...
W samym w szpitalu na neurochirurgii spędziłam 11 dni. Pamiętam, że w dniu operacji dnia patrzyłam ze szpitalnego łóżka na wschód słońca i marzyłam tylko o tym, aby jutro też go zobaczyć...
Operacja głowy była moim najgorszym wydarzeniem w życiu. Nawet w dniu diagnozy raka nie odczuwałam tak silnych emocji, jak na neurochirurgii, a przecież dowiadując się, że jestem chora, runął mi w ułamku sekundy cały świat...💔
Na czas pobytu w szpitalu miałam wstrzymane leczenie nowotworu. Poprosiłam o konsultację onkologiczną blizny na piersi po operacji BCT w listopadzie. Zostało mi wykonane USG i został stwierdzony krwiak – wykonano punkcję.
Po wyjściu ze szpitala wróciłam do leczenia systemowego – chemioterapia. Moja blizna zaczęła się jednak powiększać. Stała się wypukła, coraz bardziej bolesna… Dostałam informację, że to na 90% jednak wznowa raka - wykonują biopsję.
W międzyczasie odebrałam wynik histopatologiczny zoperowanego guza w mózgu. Niestety, potwierdziła się diagnoza PRZERZUTU nowotworu do mózgu.
Wynik biopsji potwierdził natomiast WZNOWĘ nowotworu w prawej piersi.
Kontynuowałam dotychczasowe leczenie, ale byłam już umówiona na kolejne badanie PET. Powinnam jeszcze poddać się radioterapii loży pooperacyjnej guza w mózgu. Umawiam się na wizytę i ustalam wstępny plan leczenia…
To wszystko działo się w niecałe 2 miesiące po wyjściu ze szpitala – potwierdzenie przerzutu do mózgu, wznowa miejscowa w piersi, plan radioterapii głowy, umówienie na kolejne badanie PET .
Niestety, w połowie marca na standardowej wizycie lekarskiej wynik PET dał informację nie tylko o WZNOWIE CHOROBY, a także o PROGRESJI CHOROBY. Nowotwór zaatakował następne, dwa węzły oraz prawe płuco. To oznacza, że zastosowana chemia okazała się nieskuteczna - trzeba poszukiwać nowej terapii... Tylko jakiej?
Na drugi dzień pojechałam na konsylium lekarskie, aby porozmawiać ze wszystkimi lekarzami z 3 różnych specjalizacji: chirurgiem onkologiem, chemioterapeutą, radioterapeutą i ustalić najlepszą strategie leczenia.
LECZENIE SYSTEMOWE CHEMIĄ, OPERACJA MASTEKTOMII BEZ JEDNOCZESNEJ REKONSTRUKCJI, RADIOTERAPIA PIERSI, A MOŻE MÓZGU?!
Co powinnam najpierw wybrać? Co jest ważniejsze? Co mi lepiej pomoże?
Finalna decyzja należy do pacjenta i nie sądzę absolutnie, że ktoś chce dla mnie źle. Czułam się niestety bardzo osamotniona, pozostawiona decyzjami sama sobie, nie zostały mi nadane żadne priorytety, które mogłyby wpłynąć na łatwiejsze podjęcie przeze mnie decyzji...
Parę dni później podjęłam decyzję o WYKONANIU operacji mastektomii bez rekonstrukcji – wybieram ratowanie mojego życia – którą potem finalnie ODWOŁAŁAM po konsultacji z lekarzami z innej placówki.
Wiem, że muszę jak najszybciej włączyć również leczenie systemowe – chemią, ale niestety wymogi NFZ obecnie mi to uniemożliwiają.
Wykonuje rezonans głowy, który POTWIERDZA tylko pozostałości operacyjne, lecz mimo tego słyszę o naświetlaniu całości mózgu, a jednak sama loża pooperacyjna mózgu...
To był ten moment, w którym stwierdziłam, że sięgnęłam już emocjonalnego dna.
Zgadzam się na zabieg całości mózgu, który potem finalnie znowu ODWOŁUJĘ w wyniku konsultacji z lekarzami z innej placówki.
W kwietniu rozpoczęłam naświetlanie części mózgu - radioterapia stereotaktyczna. Po skończonej radioterapii mogłam już wrócić do leczenia systemowego – chemioterapia. Obecnie przyjmuję innego rodzaju chemioterapię - inhibitor PARP.
Trzymajcie kciuki, aby tym razem leczenie działało na mój organizm. Dziękuje, że jesteście. Wasze słowa, realne działania przyczyniają się do poprawy mojego samopoczucia, a wparcie finansowe daje szansę w pełni skupić się na dążeniu do zdrowia... 💙🚀
Marzenie:
Zosia Samosia… Znasz to słowo?
Ja znam doskonale, ale przyszedł czas, w którym zdecydowałam się poprosić Was o pomoc.
To miał być tylko gruczolakowłókniak… Okazało się inaczej. W wieku 32 lat, w październiku 2024 roku, zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy prawej piersi🦀. Początkowo nie było wiadomo, jaki dokładnie jest typ biologiczny guza. Pełna diagnostyka zabrała trochę czasu, a finalnie okazało się, że to rak potrójnie ujemny (TNBC), czyli nieposiadający receptorów estrogenowych, progesteronowych ani tzw. nadekspresji Her-2. To bardzo agresywny rodzaj raka – rośnie nawet w ciągu kilku miesięcy i szybko daje przerzuty. Rokowania nie są dobre – co podaje wyszukiwarka Google…
Po dwóch konsyliach lekarskich zdecydowano o operacji oszczędzającej pierś prawą (BCT) wraz z wycięciem węzła wartowniczego – tego, do którego najwcześniej spływa chłonka z potencjalnymi komórkami rakowymi. Ostatecznie wycięto trzy węzły. Operację przeszłam dobrze. Bywało ciężko, ale dzięki wsparciu najbliższych i własnej determinacji dałam sobie radę.
Przyszedł wynik. W węzłach nie znaleziono komórek rakowych. Wycięto guza z marginesem zdrowej tkanki – ulżyło mi. Zostało tylko zmierzyć się psychicznie z chemioterapią… Dam radę. Muszę. Rok z głowy, ale wrócę 💙.
Potem było jednak gorzej… Dowiedziałam się, że jestem nosicielką mutacji genowej BRCA1. To oznacza, że czeka mnie jeszcze profilaktyczna mastektomia, ponieważ ryzyko wznowy przy tym typie raka sięga nawet 80%. W ciągu kilku lat powinnam również usunąć jajniki, bo ryzyko zachorowania na raka jajnika wynosi nawet 60%. Muszę psychicznie udźwignąć brak możliwości posiadania potomstwa, sztuczną menopauzę w wieku trzydziestu kilku lat i wiele innych, przykrych konsekwencji…
Przyszedł wynik PET: przerzuty do lewego płuca i węzła podobojczykowego. Zostałam zakwalifikowana do IV stadium raka i tym samym leczenia paliatywnego (czyli z medycznego punktu widzenia – leczenia mającego na celu przedłużenie życia przy zachowaniu jak największego komfortu pacjenta).
Mówią, że w moim przypadku operacje już nie mają sensu.
Muszę przychodzić co tydzień na chemioterapię łączoną z immunoterapią podawaną co trzy tygodnie. Ile? Nie wiadomo – ,,życzymy, aby Pani przychodziła jak najdłużej”.
Nie umiem sobie z tym psychicznie poradzić… Jestem bezsilna, wpadałam w totalną rozpacz – jakby wcześniej było łatwo…
Nawet wtedy, gdy pewna znana Pani Doktor położyła na mnie krzyż – „Nie wiem, czy to Pani wina, czy może lekarzy…” – usłyszałam.
W grudniu 2024 r. rozpoczęłam chemioterapię w połączeniu z immunoterapią. Już po drugim kursie spadły mi białe krwinki do niebezpiecznego poziomu. Cofnęli mnie do domu celem regeneracji. Trzeci kurs podano, ale już z tymi nieprzyjemnymi zastrzykami w brzuch na odbudowę białych krwinek.
Zaczęła mnie boleć głowa… Znam bóle migrenowe, ale tym razem ból był tak silny, że pierwszy raz w życiu zdecydowałam się wezwać Pogotowie Ratunkowe. Towarzyszyły mi wymioty, drżenie ręki, podwójne widzenie, test palec-nos niezaliczony, a najgorszy był brak umiejętności choćby podpisania się imieniem i nazwiskiem.
Tomografia komputerowa stwierdziła zmianę w głowie wielkości piłki do ping-ponga, a kolejnego dnia rezonans magnetyczny potwierdził, że mamy do czynienia z guzem w móżdżku, prawdopodobnie przerzutem guza nowotworowego z piersi.
Konieczna była operacja ratująca życie…
Obecnie jestem po zabiegu wycięcia guza z mózgu. Uczę się chodzić i pozbywać przy tym zawrotów głowy. Lekarze mówią, że w błyskawicznym tempie dochodzę do siebie. Mam nadzieję, że tak będzie dalej…
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam aktywny, sportowy tryb życia. Interesuję się dietetyką, holistycznym podejściem do zdrowia, a moją pasją są wędrówki górskie.
Doceniam życie w pełni i cieszę się każdą chwilą. Przede wszystkim mam dla kogo żyć. Nie wiem, jak potoczą się moje dalsze losy. Wiem jednak jedno – nigdy się nie poddam 💙.
Wiarę w lepsze jutro odzyskuję głównie dzięki cudownym, wspaniałym osobom, które mnie otaczają, oraz własnej niezłomnej sile i odwadze w pokonywaniu trudności 💙.
Na tym etapie potrzebuję wsparcia finansowego w walce z ciężkim przeciwnikiem. Będę szukać różnych metod leczenia, dlatego niewykluczone staje się leczenie i za granicą. Chcę poddawać się standardowemu leczeniu, ale korzystać również z metod niekonwencjonalnych, wspierać swój organizm na różnych płaszczyznach. Muszę konsultować się z różnymi specjalistami, a przy tym pokrywać wysokie koszty związane z terapiami wspomagającymi oraz bieżącym życiem.
Dlatego zwracam się o pomoc – to wszystko przekracza moje możliwości finansowe.
Bardzo dziękuję za każdą okazaną mi pomoc… 💙🙏🦀