Sylwia Zdziebkowska

Od otrzymania diagnozy raka jajnika minął rok i wiem, że między innymi dzięki Waszej pomocy nadal cieszę się życiem. Wstydzę się prosić o więcej, ale nie mogę czekać i nic nie robić. Kocham moich bliskich i chcę jak najdłużej cieszyć się z nimi życiem.

Zbiórka na:

leczenie wspomagające, konsultacje ze specjalistami, dojazdy, badania

29 803,44 zł z 80 000,00 zł

37.2543%

Data publikacji zbiórki

10-05-2024

Pozostało na subkoncie

1100,00 zł

Zrefundowane wydatki

28703,44 zł

Wybierz kwotę darowizny

Udostępnij zbiórkę

Moja historia

Aktualizacje:

Aktualizacja z dnia 28.01.2026

Drodzy,


już dawno powinnam zamieścić tu kolejną aktualizację, ale z każdym mijającym miesiącem coraz trudniej jest mi opisać swoją sytuację. Bo jak napisać, że jest jednocześnie dobrze i źle, czasem nawet bardzo źle. Więc jak jest?

Dobrze, bo nadal żyję, nie mam przerzutów, mogę cieszyć się czasem spędzanym z najbliższymi. A przecież innym nie jest to już dane.

Źle, bo moje obecne „trwanie” to nie normalność, do której tak bardzo miałam nadzieję wrócić. Z tą nadzieją zaczynałam poprzedni rok: planowałam powrót do pracy, do ludzi, do życia. Codzienność jednak pokazała, że nie mam na to sił. Od ponad dwóch lat jestem w programie immunoterapii, której celem jest powstrzymanie przerzutów i rozwoju kolejnych guzów. Jak dotąd spełnia swoje zadanie, ale ma też drugie oblicze, dosłownie wysysa ze mnie siły witalne. Z miesiąca na miesiąc przynosi coraz więcej komplikacji i dolegliwości, odbierając mi energię potrzebną do codziennego funkcjonowania.

Miniony rok nie był rokiem wielkiego powrotu do normalności. Był raczej czasem mało udanych prób stanięcia „na własnych nogach” i nieustannych zmagań z samą sobą. Jeśli wyniki na to pozwolą, przede mną jeszcze rok immunoterapii, dającej nadzieję na życie bez kolejnego guza, ale jednocześnie ograniczającej moje dni do kilku, coraz krótszych godzin sprawności. Oczywiście mogłabym z tego leczenia zrezygnować, jednak nie jestem gotowa podjąć takiego ryzyka.

Wasze wsparcie jest nieocenione w moich codziennych zmaganiach. Dlatego raz jeszcze dziękuję Wam za Wasze czułe i otwarte serca.



Aktualizacja z dnia 21.01.2025

Kochani, 

To między innymi dzięki Wam, ludziom o otwartych i życzliwych sercach, wracam do normalnego życia. Dzięki Waszemu wsparciu oraz środkom ze zwrotu 1,5% podatku z zeszłego roku mogę kontynuować terapię. Udało mi się odzyskać siły na tyle, że wróciłam do pracy i znów mogę wychodzić do ludzi.

Dzięki tej zmianie kroplówki, immunoterapia, badania i wizyty lekarskie stały się dodatkiem do mojego życia, a nie jego głównym sensem. Nie oznacza to jednak, że moje leczenie się zakończyło – jeszcze nie. Nadal jest to proces, który generuje ogromne koszty.

Przede mną kolejne kontrolne badania krwi, m.in. sprawdzenie ilości krążących komórek nowotworowych oraz komórek macierzystych nowotworu.

Dlatego bardzo proszę, pamiętajcie o moich zmaganiach nie tylko podczas rozliczania PIT-ów, ale również później. Każda złotówka ma znaczenie! Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się informacją o zbiórce z innymi.

Z całego serca dziękuję za Waszą pomoc!



Aktualizacja z dnia 14.08.2024

Kochani, dzięki Waszemu wsparciu i otwartym sercom skorzystałam z pierwszej serii wlewów nowej terapii, która dała wymierne korzyści. Po zakończonej serii wykonałam kontrolne badania krwi na ilość krążących w krwiobiegu komórek nowotworowych, a także na ilość nowotworowych komórek macierzystych. Wyniki są obiecujące, bo choć liczba komórek krążących wzrosła, to liczba komórek macierzystych zmniejszyła się o połowę, a to najważniejsze. Jest też duża liczba martwych komórek nowotworowych. To świadczy, że terapia działa. Ze względu na wysoką złośliwość mojego nowotworu lekarz prowadzący zalecił kolejne dwie serie wlewów, potem znowu muszę zrobić badania krwi w Niemczech. Kolejną serię wlewów zaczynam już w sierpniu.

To dzięki Waszej pomocy udało nam się osiągnąć tak pozytywne rezultaty, dające realną nadzieję na całkowite pozbycie się choroby. Moją radość przyćmiewa jednak fakt, że od osiągnięcia celu dzielą mnie tak duże koszty leczenia. Wiem, że proszę o wiele, nie mam jednak innego wyjścia. Proszę, pamiętajcie o mojej walce. Liczy się każda złotówka, więc proszę, dzielcie się informację o zbiórce.

 



Marzenie:

Właśnie minęło 30 lat naszego szczęśliwego małżeństwa i 50 lat mojego życia. No cóż, nie robię się młodsza 😉, więc czas na badania kontrolne. Poszłam na kontrolne badanie USG jamy brzusznej. Wynik badania postawił nasze spokojne rodzinne życie na głowie – na jajniku wykryto 8-centymetrowego guza. W ciągu miesiąca byłam już po radykalnej operacji, ale zanim do niej doszło, guz był już większy, na drugim jajniku kolejny a na okolicznych tkankach nacieki.

Wynik histopatologiczny niestety potwierdził nasze najgorsze obawy: mocno złośliwy nowotwór jajnika. Przeszłam półroczną chemioterapię. Na szczęście zabójczą dla raka, ale i niszczącą mnie. Uczę się żyć z jej konsekwencjami. W tej chwili najbardziej dokucza mi neuropatia, drętwe, bolące stopy, a każdy krok nasila ból.

Z NFZ jestem objęta leczeniem podtrzymującym, które ma powstrzymać tworzenie przerzutów. Niestety powstrzymuje też tworzenie się krwi. To nie koniec moich zmagań. Badania wykazały dużą ilość nowotworowych komórek macierzystych – czyli bardzo wysokie prawdopodobieństwo przerzutów.

Jestem świadoma, że każdy kolejny przerzut i kolejna dawka chemioterapii, to mniejsza szansa na przeżycie. Od początku choroby korzystam z nierefundowanych terapii wspomagających. Od maja zaczynam kolejną terapię, dającą szanse na pozbycie się źródła problemu – komórek macierzystych nowotworu jajnika. I tu pojawia się problem – koszty leczenia przekraczają nasze możliwości. Prywatne wizyty, badania, dojazdy, terapia, leki, suplementy to kwoty dla nas nieosiągalne. Na przykład koszt miesięczny jednego preparatu wzmacniającego krew to 1500 zł, a to kropla w morzu miesięcznych kosztów.

Od diagnozy minął rok i wiem, że między innymi dzięki Waszej pomocy nadal cieszę się życiem. Wstydzę się prosić o więcej, ale nie mogę czekać i nic nie robić.

Mam dla kogo żyć. Jesteśmy z mężem najlepszymi przyjaciółmi, po 30 wspólnych latach nadal uwielbiamy razem spędzać czas, zwiedzać, podróżować, cieszyć się przyrodą. Nie mogę zostawić Go samego. Jest reszta najbliższej rodziny, przyjaciele. To nie perspektywa śmierci jest dla mnie przykra, to konieczność rozstania z najbliższymi rozdziera serce. Kocham ludzi, lubię im pomagać i nadal chcę to robić. Jeżeli można zrobić cokolwiek, abym żyła, chcę spróbować.

Proszę o Twoją pomoc!

Dane do przelewu

Skorzystaj z programu do rozliczenia podatku