
Magdalena Dyśko
Moje marzenia i motywacje to rodzina. Za rok 18 mojej córki, jedyna impreza, której nie odwołałam z powodu choroby - będę szaleć. Później matura, za 2 lata komunia drugiej córki, najstarszy syn rozpoczął studia i chcę być na rozdaniu dyplomów!
30 150,00 zł z 30 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
29-08-2024
Pozostało na subkoncie
20715,17 zł
Zrefundowane wydatki
9434,83 zł
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Zbiórka na:
wizyty lekarskie, leki i suplementy
Aktualizacje:
Aktualizacja z dnia 29.08.2025
We wrześniu przeszłam cztery cykle chemioterapii, które miały przygotować mnie do operacji resekcji przerzutów na wątrobie. Operacja odbyła się w grudniu, jednak w jej trakcie odstąpiono od usunięcia guzów ze względu na zbyt rozległe zmiany nowotworowe.
Po operacji wróciłam do chemioterapii. W lutym tomografia wykazała progresję choroby – zmiany na wątrobie zaczęły się powiększać. Zmieniono mi więc schemat leczenia i od tamtej pory przyjmuję nową chemię co dwa tygodnie.
W maju badania pokazały stabilizację, co dało trochę nadziei, więc leczenie kontynuowano. Niestety, najnowszy tomograf z sierpnia wykazał ponowną progresję – choroba znów się rozprzestrzenia.
Przeszłam konsultacje w sprawie przeszczepu wątroby, ale okazało się, że nie kwalifikuję się do transplantacji z powodu rozsianego procesu nowotworowego obejmującego zarówno wątrobę, jak i płuca. Dodatkowo wykryto u mnie mutacje genetyczne KRAS i MET, które są niekorzystne rokowniczo w moim przypadku.
Jestem świeżo po tych wiadomościach i czuję się trochę zawieszona. Mój onkolog nie zmienia na razie leczenia – chce poczekać do kolejnego badania TK w październiku, by upewnić się, że obecna linia chemioterapii rzeczywiście przestała działać.
Pomimo wszystko staram się nie poddawać. Mam dla kogo żyć. Otaczają mnie kochająca rodzina, przyjaciele i znajomi, którzy dają mi siłę i energię. Staram się być aktywna, żyć pełnią życia i nie rezygnuję z codziennych, małych przyjemności.
Śpieszę się kochać życie.
Marzenie:
Moja historia rozpoczęła się w lipcu tego roku.
Poszłam do lekarza rodzinnego, bo miałam ból pod prawym żebrem. Oczywiście myślałam, że to od uderzenia w pracy. Mam warzywniak i dużo dźwigam. Ponieważ rzadko chodzę do lekarza, pani doktor wzięła mnie w obroty, przebadała i wystawiła skierowanie na badania.
Dalej potoczyło się wszystko już bardzo szybko. 13 lipca otrzymałam diagnozę – rak jelita z przerzutami na wątrobę – nieoperacyjną. Na szczęście trafiłam na cudownego lekarza w Brzezinach, który już 19.07 przeprowadził operację jelita. Plan na najbliższy czas to rozpoczęcie chemii. Jestem też po konsultacji w sprawie resekcji wątroby; jeżeli się nie uda, czeka mnie przeszczep. Póki co nie odczuwam bólu, jestem wojowniczką, nie marudzę i mam wolę walki. Trzymam dietę zgodnie z zaleceniem lekarzy. Wszystko zagoiło się prawidłowo. Niemniej jednak boję się… Nie opuszczają mnie myśli o chorobie, o tym, co mnie czeka, co czeka moją rodzinę. Nie zamartwiam ich i staramy się żyć, jak gdyby choroba nie istniała…
Koszty? W przeciągu tych 2 miesięcy wydałam ponad 2 tys. na 2 konsultacje, dietetyka, psychologa, suplementy, leki oraz korzystałam z 2 komór tlenowych. Absolutnie nie wiem, jakie będą dalsze wydatki.
Moje marzenia i motywacje to rodzina… za rok 18. urodziny mojej córki – jedyna impreza, której nie odwołałam z powodu choroby. Będę szaleć. Później matura, za 2 lata komunia mojej drugiej córki, a najstarszy syn rozpoczął studia i mam nadzieję być na rozdaniu dyplomów.
Poza tym kocham swoją pracę i chcę wrócić do miejsca, które stworzyliśmy z mężem. To mały, rodzinny sklepik z cudownymi klientami, wspaniałą atmosferą i dobrą energią.
W obecnej sytuacji każda pomoc jest dla mnie na wagę złota. Dziękuję za wsparcie.