Katarzyna Motylewska
Złośliwy nowotwór piersi zmienił całe moje życie. Mimo intensywnego leczenia wciąż potrzebuję specjalistycznej terapii i kosztownych badań. Każde wsparcie przybliża mnie do zdrowia i szansy na spokojne życie z rodziną.
Zbiórka na:
nierefundowane leki, wizyty lekarskie, dojazdy na leczenie
2 130,65 zł z 50 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
14-04-2025
Pozostało na subkoncie
2130,65 zł
Zrefundowane wydatki
-
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Aktualizacje:
Aktualizacja z dnia 21.04.2026
Minęły już dwa lata od chwili, gdy usłyszałam diagnozę: złośliwy rak piersi. Wiele osób mówi, że czas leczy rany, ale strach po takiej diagnozie nie znika. On wciąż wraca – szczególnie wtedy, gdy pojawia się ból, niepewność i kolejne pytania bez odpowiedzi.
Obecnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Niestety przez długi czas moje dolegliwości były bagatelizowane, a potrzebna diagnostyka nie została wykonana odpowiednio wcześnie. Ból w okolicy operowanej piersi z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy, dlatego postanowiłam działać sama. Prywatnie zgłosiłam się do onkologa oraz chirurga onkologicznego.
Niestety moje obawy się potwierdziły. Lekarze podejrzewają wznowę choroby. W trybie pilnym wykonałam badania diagnostyczne, które wykazały rozległy naciek wokół implantu oraz powikłania po radioterapii – obkurczenie torebki włóknistej i przemieszczenie implantu. Oznaczało to jedno: kolejną operację.
Dziś jestem już po zabiegu usunięcia implantu i czekam na wynik badania histopatologicznego. To bardzo trudny czas – pełen napięcia, lęku i niepewności o to, co przyniosą najbliższe dni. Każdy telefon, każda wiadomość z wynikami sprawia, że serce bije mocniej.
Przede mną kolejne etapy leczenia i następne zabiegi. Najważniejszy z nich to obecnie usunięcie jajników oraz jajowodu. To nie jest tylko kwestia zdrowia - to sprawa życia, przyszłości i możliwości bycia tu dla swoich bliskich
Z całego serca dziękuję każdej osobie, która jest ze mną, wspiera mnie dobrym słowem, modlitwą, udostępnieniem zbiórki czy wpłatą. Wasza pomoc daje mi siłę wtedy, gdy sama mam jej coraz mniej. Dzięki Wam mogę przynajmniej mieć nadzieję na szansę, na ratunek, mieć poczucie bezpieczeństwa, że stać mnie będzie na dalsze leczenie...na życie. Proszę, zostańcie ze mną w tej drodze.
Aktualizacja z dnia 27.08.2025
Obecnie nadal jestem pod opieką specjalistów w Wojewódzkim Centrum Onkologicznym im. Kopernika w Łodzi. Przechodzę hormonoterapię, otrzymuję comiesięczne zastrzyki oraz co trzy miesiące wlewy z kwasu zoledronowego, które mają na celu ochronę kości oraz zapobieganie przerzutom.
Niestety, hormonoterapia wpłynęła na inne aspekty mojego zdrowia – rozwinęła się nadczynność tarczycy oraz osteopenia, przez co muszę dodatkowo rozpocząć leczenie endokrynologiczne i kontynuować działania wspierające układ kostny.
W badaniu USG wykryto również stan zapalny wokół implantu, czekam teraz na wyniki rezonansu, by lekarze mogli zdecydować o dalszym postępowaniu.
Poza leczeniem onkologicznym, jestem w trakcie terapii wspomagających, które finansuję prywatnie m.in. wlewy witaminowe, rehabilitacja, spotkania z psychologiem, regularne konsultacje u onkologa, chirurga-onkologa i dentysty (niestety stan mojego uzębienia również się pogorszył).
Statystyki są bezlitosne, 50–80% kobiet z moim typem nowotworu rozwija przerzuty, najczęściej do kości, w ciągu 2–3 lat od rozpoczęcia leczenia. To trudna i bolesna perspektywa, ale mimo wszystko nie tracę nadziei. Wiem, że każde działanie, każde wsparcie i każdy dzień leczenia mają ogromne znaczenie.
Wasza pomoc to nie tylko realne wsparcie, to także ogromna siła, która pozwala mi się nie poddawać.
Z całego serca dziękuję za wszystko, co już otrzymałam, i proszę Was o dalsze wsparcie.
Marzenie:
Mam na imię Kasia, mam 41 lat. Jestem mamą 11-letniego Borysa – wyjątkowego chłopca zmagającego się z zaburzeniami ze spektrum autyzmu, który wymaga stałej terapii – oraz żoną kochającego męża Tomka.
W kwietniu 2024 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Diagnoza była dla mnie i mojej rodziny ogromnym szokiem, tym bardziej że nigdy nie chorowałam – byłam silna, wysportowana, dbałam o dietę i zdrowie. Mój przypadek miał być w 100% wyleczalny: mały guz, wcześnie wykryty, USG nie wykazało przerzutów do węzłów chłonnych ani płuc. Prognozy były bardzo dobre. Po konsultacji z chirurgiem czekałam już nieco spokojniejsza na operację.
Po mastektomii lewej piersi z jednoczesną rekonstrukcją otrzymałam niespodziewany cios – badania wykazały jednak przerzuty do wszystkich wartowniczych węzłów chłonnych. Zaczęto wykonywać kolejne badania, w tym tomografię i scyntygrafię. Wyniki wykazały podejrzenia przerzutów do oka oraz lewego żebra. Mój świat znów się zawalił.
15 lipca przeszłam operację usunięcia wszystkich węzłów chłonnych pod lewą pachą. Okazało się, że aż 33 węzły chłonne były zajęte chorobowo. Były mocno powiększone, co bardzo zdziwiło lekarzy, a mnie całkowicie załamało – tak liczne przerzuty zazwyczaj oznaczają postępujący rozwój choroby. Zaproponowano mi radykalne, intensywne leczenie – chemioterapię (w tym tzw. „czerwoną”) oraz radioterapię. Przeszłam wszystkie cykle chemii i naświetlań.
Miałam wykonywane kolejne badania, które wykluczyły przerzuty do kości. W tym czasie leczyłam się również komplementarnie. Czułam się dobrze, chociaż wyniki badań obrazowych nadal były niejednoznaczne – ciągłe podejrzenia kolejnych przerzutów, a co za tym szło: stres, płacz, załamania psychiczne. Pojawiły się też kolejne podejrzenia, tym razem dotyczące kręgosłupa, które szczęśliwie zostały wykluczone w drugiej scyntygrafii. Niestety, obecne wyniki PET wciąż nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Istnieje podejrzenie wznowy choroby w okolicach operowanej piersi.
Całe nasze oszczędności zostały już przeznaczone na dotychczasowe leczenie. Środki ze zbiórki również się kończą, a ja wciąż walczę z chorobą. Wierzę, że wszystko, co do tej pory robiłam, przyniosło efekty – nie mam przerzutów do innych organów, co w moim przypadku, przy tak dużej liczbie zajętych węzłów, było bardzo prawdopodobne. Wiem i czuję, że powinnam kontynuować obrany sposób leczenia. Niestety, to kosztuje.
Proszę o wsparcie, by móc kontynuować terapię. Codzienne wspomaganie układu immunologicznego, odkwaszanie organizmu, wlewy witaminowe, praca nad psychiką, leczenie kompleksowe – wszystko to wymaga ogromnych nakładów siły i środków finansowych. Bardzo chciałabym poddać się również innowacyjnym badaniom, takim jak oznaczanie ilości krążących komórek rakowych, w tym macierzystych. Koszt jednego badania to około 5000 zł – należy je wykonywać regularnie, by kontrolować skuteczność terapii. Zaawansowane testy płynnej biopsji, które pozwalają zbadać chemiowrażliwość danego typu raka, są jeszcze droższe – ich koszt przekracza 10 000 zł. Na szczęście można je wykonać w Polsce.
Chciałabym wreszcie zacząć normalnie żyć – dla siebie i dla mojej rodziny. Mój synek, który sam wymaga ogromnej opieki, codziennie patrzy na mnie z troską, a ja staram się być taką mamą jak dawniej – silną, uśmiechniętą, obecną. Ale jest coraz trudniej.
Każda złotówka ma ogromne znaczenie i realnie przybliża mnie do zdrowia. Dziękuję za każdą formę wsparcia – finansową, modlitwy, dobre słowa.
Zdrowie to największy dar, jakim można się cieszyć. Chciałabym cieszyć się nim jeszcze długo – razem z moją rodziną
