Bogusia Majewska
Moja historia to opowieść o nadziei i codziennym dążeniu do zdrowia. W 2024 roku dowiedziałam się, że mam raka jajnika z przerzutami, co całkowicie zmieniło moje życie. Mimo wielu trudnych chwil staram się cieszyć z drobnych rzeczy - śmiechu moich dzieci czy piękna przyrody. Moim największym pragnieniem jest być przy córce, która dorasta, i wspierać ją w trudnych momentach. Choć czeka mnie jeszcze wiele wyzwań, nie tracę nadziei.
Zbiórka na:
leczenie nierefundowane w Niemczech, badania, dojazdy na leczenie
139 090,60 zł z 400 000,00 zł
Data publikacji zbiórki
15-01-2024
Pozostało na subkoncie
139090,60 zł
Zrefundowane wydatki
-
Wybierz kwotę darowizny
Moja historia
Aktualizacje:
Aktualizacja z dnia 17.01.2026
KRS: 0000414091
Cel szczegółowy: Bogusia Majewska
Mimo ogromnego wysiłku lekarzy i mojego organizmu standardowe metody leczenia dostępne w Polsce nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Mam za sobą już dwie linie leczenia. Przerwa między kolejnymi cyklami chemioterapii wynosiła zaledwie pół roku. Niestety choroba nadal atakuje.
Obecnie mam bardzo niską odporność, a codzienne funkcjonowanie stało się znacznie trudniejsze. Po konsultacji z lekarzem onkologiem w specjalistycznej klinice w Niemczech pojawiła się nowa możliwość leczenia. Jest to nowoczesna immunoterapia stosowana w przypadkach takich jak mój.
To metoda, która ma na celu wzmocnienie organizmu i jest indywidualnie dopasowana do pacjenta. Daje szansę tam, gdzie dotychczasowe terapie okazały się niewystarczające i pozwala na dalsze leczenie bez dodatkowego obciążania organizmu.
Całkowity koszt leczenia wynosi około 80 000 euro (blisko 350 000 zł). To suma, której nie jestem w stanie udźwignąć samodzielnie
Z całego serca proszę Państwa o wsparcie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i realnie przybliża mnie do rozpoczęcia leczenia. Pragnę żyć dla moich najbliższych, dla dzieci, które mnie potrzebują.
Dziękuję za każdą okazaną pomoc finansową, za udostępnienie zbiórki oraz za dobre myśli. Wierzę, że dzięki Wam powrócę do sprawności i będę mogła wrócić do swojego dawnego życia.
Marzenie:
To jest najtrudniejsze opowiadanie, jakie mam do napisania, bo nie znam zakończenia tej historii. Diagnoza została postawiona podczas kontrolnej wizyty u ginekologa w kwietniu 2024 roku. Następnie przeprowadzono badania diagnostyczne.
Podczas operacji w maju pobrano próbki do biopsji. Wyniki potwierdziły raka jajnika z przerzutami do węzłów chłonnych śródpiersia, pachowych i obojczykowych.
Po operacji rozpoczęto chemioterapię (8 wlewów). Obecnie planowane jest kontynuowanie leczenia – 18 wlewów, z czego pierwszy podano 3 grudnia 2024 roku. Od stycznia 2025 roku planowana jest radioterapia.
W badaniu HRD nie wykryto patogennych wariantów genów BRCA1 ani BRCA2. Po radioterapii klatki piersiowej i konsultacjach z chirurgiem onkologiem planowana jest biopsja oraz wysłanie materiału do Belgii w celu zastosowania celowanej chemioterapii – koszty tej procedury nie są jeszcze znane.
Życie to dar.
Każdy dzień i każda chwila stały się cenne. Radość sprawiają mi drobne rzeczy – odrastające brwi i rzęsy, natura, śmiech moich dzieci, powiew wiatru i promienie słońca.
Marzę o tym, by wyzdrowieć i znów móc wyruszać z rodziną na rowerowe wycieczki, spędzać czas aktywnie i cieszyć się życiem. Od zawsze miałam słabość do gór, a Tatry zachwycają mnie najbardziej.
Zawodowo byłam spełniona, a moje życie osobiste dawało mi wiele szczęścia. Mimo licznych obowiązków zawsze znajdowałam czas na swoją największą pasję – sport i podróże.
Miałam wiele planów i marzeń. Teraz wyruszyłam w nieznaną podróż, pełną zakrętów w poszukiwaniu zdrowia.
Największą motywacją do leczenia jest dla mnie rodzina: mąż i dwoje dzieci. Mam także wspaniałych ludzi wokół siebie, którzy mnie wspierają.
Najtrudniej było usłyszeć pytanie córki: „Mamo, czy wyzdrowiejesz?‘’ Wiem, jak bardzo jestem potrzebna całej rodzinie, a szczególnie mojej córce. Marzę, by być przy niej, gdy dorasta, radzi sobie z problemami wieku nastoletniego, a ja mogę ją wspierać i dawać czułość.
Jednocześnie zmagamy się z chorobą mojej córeczki – wrodzoną wadą siatkówki obu oczu. Moja choroba uświadomiła mi, jak bardzo jestem im potrzebna.
Doświadczenia związane z chorobą odcisnęły piętno na moim samopoczuciu. Rak odbiera człowiekowi wiele, ale nie pozwalam sobie na utratę nadziei. Obiecałam sobie, że niezależnie od trudności, które mnie czekają, nigdy jej nie stracę – bo bez nadziei nie da się żyć.
Serdecznie dziękuję wszystkim za okazaną pomoc i wsparcie.