Choroba onkologiczna bardzo rzadko dotyka wyłącznie ciała. Nawet wtedy, gdy leczenie koncentruje się na wynikach badań, konsultacjach, terapii, bólu czy skutkach ubocznych, w tle często pojawia się jeszcze jeden, mniej widoczny wymiar: sposób, w jaki człowiek zaczyna myśleć o sobie. Nie każda osoba chorująca doświadcza poczucia winy, warto jednak mówić o tym zjawisku, bo kiedy poczucie winy się pojawia, potrafi bardzo mocno obciążać psychicznie i wpływać na jakość życia.
Poczucie winy zawęża perspektywę i potrafić zamienić chorobę w osobisty zarzut. Człowiek zaczyna pytać nie tylko „co teraz?”, ale też „co zrobiłem źle?”. Jednym z najczęstszych źródeł poczucia winy jest próba znalezienia przyczyny. Po diagnozie umysł naturalnie szuka porządku: chce zrozumieć, dlaczego choroba się pojawiła i czy można było jej uniknąć. Problem zaczyna się wtedy, gdy szukanie przyczyn zamienia się w bezpośredni akt auto-oskarżenia, co zrobiliśmy nie tak. Poczucie winy może dotyczyć nie tylko przyczyn choroby, ale również relacji. Wielu pacjentów mówi lub myśli: „jestem ciężarem”, „rodzina przeze mnie cierpi”, „dzieci widzą mnie słabą”, „partner musi robić za dużo”, „rodzice się martwią”. W takich myślach często widać miłość i troskę, ale jednocześnie ogromne przeciążenie. Osobnym obszarem jest poczucie winy wobec własnego ciała. Część pacjentów mówi o nim jak o czymś, co „zawiodło”, „zdradziło” albo „przestało być bezpieczne”. Inni mają odwrotną myśl: „to ja zawiodłem ciało, bo nie zauważyłem sygnałów”. W obu przypadkach choroba może naruszyć podstawowe zaufanie do siebie. Ciało, które wcześniej było – w pewien sposób – „przezroczyste” i oczywiste, nagle staje się źródłem lęku, kontroli, badań i niepewności. To może budzić złość, żal, wstyd, poczucie winy. Te reakcje nie świadczą o „złym nastawieniu” osoby chorującej, to często tak naprawdę próby poradzenia sobie z doświadczeniem choroby i utraty kontroli.
Warto też zauważyć, że poczucie winy nie zawsze brzmi wprost jak „to moja wina”. Czasem przyjmuje formę wymagań wobec siebie: „muszę być silna”, „nie mogę płakać przy rodzinie”, „inni mają gorzej”, „nie mam prawa narzekać, skoro leczenie działa”, „powinienem być wdzięczny, a nie zmęczony”. Takie myśli bywają szczególnie trudne po zakończeniu leczenia, kiedy otoczenie oczekuje ulgi i powrotu do normalności, a osoba chorująca nadal mierzy się z lękiem przed nawrotem, zmęczeniem, zmianą obrazu ciała, wyzwaniami finansowymi czy poczuciem samotności. Lęk przed nawrotem może współistnieć z przekonaniem, że trzeba „bardziej się pilnować”, „bardziej zasłużyć” na zdrowie albo „nie zmarnować drugiej szansy”.
Ważne jest, aby nie odpowiadać na poczucie winy zbyt szybkim pocieszeniem. Zdania typu „nie obwiniaj się”, „nie myśl tak”, „będzie dobrze” są zazwyczaj wypowiadane z troski, ale mogą nie wystarczyć. Poczucie winy często nie ustępuje tylko dlatego, że ktoś powie, że nie ma powodu. Bardziej pomocne jest uważne rozdzielenie faktów od interpretacji. W pracy z poczuciem winy ważne są także podejścia oparte na samowspółczuciu i akceptacji. Samowspółczucie nie oznacza pobłażania sobie ani zaprzeczania trudnym faktom. Oznacza sposób odnoszenia się do siebie, który uwzględnia cierpienie bez dokładania do niego przemocy wewnętrznej. Nie każde poczucie winy wymaga wsparcia specjalisty, ale warto potraktować je poważnie, jeśli jest uporczywe, nasila smutek lub lęk, utrudnia rozmowy z bliskimi, prowadzi do izolacji, odbiera prawo do odpoczynku albo sprawia, że pacjent rezygnuje ze wsparcia.
Czy w takim razie, podsumowanie brzmi „w chorobie nie wolno mieć poczucia winy”? Nie. Wolno. I może się tak zdarzyć. To po prostu ludzkie. Takie uczucia mogą się pojawiać, bo choroba dotyka spraw bardzo głębokich: ciała, bliskości, zależności, lęku, przyszłości i poczucia wpływu. Jak rezonuje z Tobą to zdanie: „To, co mnie spotkało, jest trudne. Nie wszystko było ode mnie zależne. Mogę szukać wsparcia, zamiast siebie karać.”?
***
Author: Katarzyna Binkiewicz, M.A.
