Sandra Bekierz

Sandra marzy, aby być tylko zdrowa. Jej motorem napędowym są trzy wspaniałe córki - Oliwia (14 lat), Amelia (9 lat) i Zuzanna (6 lat).

Nigdy nikogo o nic nie prosiliśmy. Wręcz przeciwnie, w miarę swoich możliwości finansowych, udzielaliśmy się charytatywnie.

Tym razem - prosimy, wierząc, że dobro wraca.

Zbiórka na:

leczenie w kraju i za granicą, naświetlanie, kosztowna operacja, wspieranie organizmu

60 728,90 zł z 400 000,00 zł

15.182225%

Data publikacji zbiórki

10-02-2024

Pozostało na subkoncie

1855,00 zł

Zrefundowane wydatki

58873,90 zł

Wybierz kwotę darowizny

Udostępnij zbiórkę

Moja historia

Aktualizacje:

Aktualizacja z dnia 12.08.2026

Kolejna szansa. Błagam, pomóżcie mi jej nie stracić…  🙏💔


Na początku lipca usłyszałam słowa, których tak bardzo bałam się usłyszeć — progresja choroby.
Po wielu miesiącach leczenia, nadziei, dobrych wyników i wiary, że udało mi się choć na chwilę zatrzymać tego przeciwnika, znowu musiałam stanąć przed pytaniem: co dalej?


Nie mogłam się poddać. Nie potrafię.
Zaczęły się konsultacje, szukanie możliwości również poza Polską, dziesiątki wiadomości, rozmów i analiz. I dziś już wiem, że od końca sierpnia moje leczenie będzie kontynuowane za granicą. Znalazłam dla siebie kolejną szansę. ❤️
Ale wraz z nadzieją pojawił się ogromny strach.
Boję się, że zabraknie mi pieniędzy, żeby z tej szansy skorzystać wystarczająco długo.

Mam dopiero 36 lat.
Mam trzy córki i męża, których kocham bardziej niż własne życie. To oni każdego dnia przypominają mi, dlaczego muszę wstać i walczyć dalej. Chcę patrzeć, jak moje dzieci dorastają. Chcę być przy ich urodzinach, sukcesach, pierwszych miłościach. Chcę być ich mamą nie tylko dzisiaj, ale jeszcze przez wiele, wiele lat. Chcę zestarzeć się u boku mojego męża.


Od początku tej choroby słyszałam, że sytuacja jest bardzo poważna. Że moje szanse są niewielkie.
A jednak wciąż tutaj jestem.

Mija już trzeci rok mojej walki. Przeszłam leczenie, którego momentami wydawało mi się, że nie dam rady udźwignąć. Przeszłam kolejne operacje kręgosłupa, ból, strach, łzy, chwile zwątpienia i kolejne trudne informacje. Upadałam, ale za każdym razem próbowałam się podnieść.
I teraz też chcę się podnieść.
Nie proszę o cud. Znalazłam dla siebie kolejną możliwość leczenia. Proszę tylko o pomoc, żebym mogła z niej skorzystać. 🙏


Leczenie za granicą kosztuje fortunę. Do tego dochodzą wyjazdy, pobyt i wszystkie koszty związane z leczeniem poza Polską. Kwoty są ogromne i zwyczajnie mnie przerażają.
Najbardziej boli mnie myśl, że mogę mieć przed sobą terapię, która daje mi kolejną szansę, a pewnego dnia usłyszeć, że nie mogę jej kontynuować, bo nie mam już za co.
Dlatego dzisiaj z całego serca proszę o wszystkie ręce na pokład. 🙏


Proszę każde dobre serce, które czyta te słowa — jeśli możesz, wpłać choć kilka złotych.
5 zł, 10 zł, 20 zł… naprawdę każda złotówka ma znaczenie.
Jeżeli nie możesz wpłacić — proszę, udostępnij moją zbiórkę. Być może dzięki Twojemu udostępnieniu dotrze ona do kogoś, kto będzie mógł mi pomóc.
Ja ze swojej strony obiecuję jedno:


Będę walczyć. Tak długo, jak tylko będę miała możliwość.
Bo mam dla kogo.
Bo mam dopiero 36 lat.
Bo jestem mamą trzech wspaniałych dziewczynek i żoną człowieka, z którym nadal chcę przeżyć kawał życia.
Bo mimo wszystkiego, co wydarzyło się przez ostatnie lata, ja nadal chcę żyć. 💔🙏


Dostałam kolejną szansę.
Pomóżcie mi jej nie stracić tylko dlatego, że zabraknie pieniędzy. 
Każda złotówka przybliża mnie do kolejnego dnia z moimi dziećmi.
Dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie, każdą wiadomość i każdą osobę, która nadal jest ze mną w tej walce. ❤️
Walczę dalej. O życie. O czas. O moją rodzinę. 🙏❤️



Aktualizacja z dnia 24.07.2025

Mijają kolejne miesiące, a ja wciąż trwam. Wciąż mogę patrzeć, jak moje dzieci dorastają, jak zdobywają nowe umiejętności. Wciąż mogę przytulić moje córki i powiedzieć im, jak bardzo je kocham... To właśnie miłość do rodziny daje mi siłę, by każdego dnia iść naprzód.

W maju przeszłam operację kręgosłupa – konieczną, by naprawić szkody wyrządzone przez nowotwór. Rekonwalescencja była bardzo trudna. Okazało się, że mam uczulenie na plastry przeciwbólowe, a ponieważ chciałam oszczędzić już i tak uszkodzoną wątrobę, zrezygnowałam z doustnych leków przeciwbólowych. Przez dwa tygodnie mdlałam z bólu… potem było już trochę lepiej.

Niestety to nie koniec – przede mną kolejna operacja, tym razem odcinka szyjnego kręgosłupa. Termin wyznaczono na wrzesień. Strach i niepewność spędzają sen z powiek, ale mimo wszystko nie poddaję się.

Dzięki Wam – mojej Armii Aniołów, jak Was nazywam – mam szansę podejmować leczenie, próbować wszystkich możliwych terapii i środków. To dzięki Wam wciąż tu jestem. ❤️

Z całego serca proszę Was o dalsze wsparcie, dobre myśli i modlitwę – za mnie i moją rodzinę.

Z wdzięcznością i nadzieją



Aktualizacja z dnia 06.02.2025

Minęło kilkanaście miesięcy od diagnozy… Kilkanaście ciężkich miesięcy okupionych bólem, strachem i niepewnością o jutro. Wciąż walczę i się nie poddaję. Korzystam ze wszystkich możliwych i dostępnych środków, żeby być jak najdłużej z moimi dziećmi i mężem.

Mieliśmy nadzieję, że ten rok zacznie się lepiej… Niestety, nieustający ból kręgosłupa zmusił mnie do wykonania rezonansu. Nowotwór, który rozprzestrzenił się po moim ciele, doprowadził do tego, że muszę przejść ryzykowną i poważną operację. To nie tylko ogromne wyzwanie, ale też dodatkowe koszty, ponieważ operacja odbędzie się 600 km od domu. Dochodzą do tego koszty sprzętu, rehabilitacji, noclegów… Wszystko to ma ogromną cenę.

Jednak największą ceną, jaką płacę, jest strach o dzieci. Jak one sobie poradzą, gdy mnie już nie będzie? Ta myśl boli najbardziej, jak każdą matkę kochającą swoje dzieci ponad wszystko.

Na początku choroby obiecałam mojej rodzinie, że będę walczyć do samego końca. Mam nadzieję, że uda się ten koniec odsunąć jak najdalej. Moje dzieci mnie potrzebują, a ja chcę być z nimi. O niczym innym nie marzę.

Dlatego proszę Was, kochani, o wsparcie 🙏🥹. Pamiętajcie również o przekazaniu 1,5% podatku — to naprawdę wielka pomoc ❤️. Dziękujemy za wszystkie dobre słowa i wiadomości. Trzymajcie za mnie kciuki i pamiętajcie o mnie w modlitwie 🙏.



Marzenie:

Żona dowiedziała się o chorobie podczas kontrolnych, rutynowych badań. Morfologia wykazała nieprawidłowości w wątrobie, na drugi dzień umówiliśmy USG – guz o wymiarach 10cmx9.

Dwa dni później dostaliśmy diagnozę: Pierwotny nowotwór przewodów żółciowych wewnątrzwątrobowych z przerzutami do kości i węzłów chłonnych.

Aktualnie Sandra bierze trzecią chemię, której nie znosi zbyt dobrze…

Zbieramy na pomoc w leczeniu. Szukamy różnych możliwości, wszystkie są bardzo kosztowne. Kwas zoledronowy, naświetlanie protonem (dostępne tylko za granicą), jeśli będzie konieczność nano knife… Do tego paliwo, noclegi, suplementy, specjalistyczne żywienie, konsultacje i wizyty u specjalistów…

Leczymy się 600 km od miejsca zamieszkania (Wałbrzych-Gdańsk), bo tylko tu podjęto się leczenia Żony.

Jeśli to zawiedzie, zostaje nam przetłumaczenie dokumentów i próba leczenia za granicą – koszty dla nas nie do przeskoczenia.

Sandra marzy, aby tylko być zdrowa. Jej motorem napędowym są trzy wspaniałe córki – Oliwia (14 lat), Amelia (9 lat) i Zuzanna (6 lat).

Proszę mi uwierzyć, że nigdy nikogo o nic nie prosiliśmy.

Wręcz przeciwnie, w miarę swoich możliwości finansowych, udzielaliśmy się charytatywnie. Wierzymy, że dobro wraca.

– Paweł

Dane do przelewu

Skorzystaj z programu do rozliczenia podatku