Liliana Nitka
Treatment for this benign tumor was supposed to be quick and simple, but instead resulted in autoimmune disease, coma, paralysis, and brain damage. Help us fight for our mother's recovery.
Collection for:
turnus rehabilitacyjny, sprzęt medyczny, środki pielęgnacyjne, specjalne żywienie
38,078.10 PLN from PLN 80,000.00
Date of publication of the collection
12-11-2025
It remained on the subaccount
32572,10 zł
Reimbursed expenses
5506,00 zł
Select your donation amount
My history
Dream:
Moja mama Lila ma 67 lat. Ze wspólniczką prowadzi malutkie biuro rachunkowe, ma dużo przyjaciół, znajomych, aktywne życie. Uwielbia jeździć samochodem. Zawsze mówiła, że w innym życiu zostałaby kierowcą rajdowym. Dużo pracuje, żeby zarobić na swoje marzenie – kamper. Ma w planach otwarcie we własnym domu małej kawiarenki, gdzie mąż będzie mógł wieczorami dla gości grywać na gitarze, a ja śpiewać. Pomaga wszystkim. Ludzie mówią, że nie ma drugiej takiej. Nigdy nie odmówi pomocy. Ciągle się uczy, czyta o zdrowiu, odżywianiu, słucha podcastów. Cieszy się z długo wyczekanych wnuków.
W kwietniu 2025 roku usłyszała diagnozę – przyczyną dolegliwości żołądkowych okazał się guz. Rozpoznano chłoniaka w I stadium, o niskim stopniu agresywności. „Leczenie będzie łagodne, dobrze tolerowane, ludzie po nim szybko wracają do formy” – usłyszeliśmy na początku. Niestety, rzeczywistość okazała się inna i tych wydarzeń nie da się już zapomnieć.
Mama nie chciała przyjmować ostatniej, szóstej dawki cyklu chemii, ponieważ źle się czuła, ale obawiała się utraty świadczeń i wsparcia. 8 sierpnia przyjęła dawkę, po której stan zdrowia pogorszył się – pojawiły się bóle głowy, problemy z dłonią i wymioty. Razem z tatą pojechali nad morze, by odpocząć i wyciszyć się. Początkowo wydawało się, że zmęczenie jest typowe po chemii, jednak kolejnego dnia pojawiły się problemy z równowagą i widzeniem. 31 sierpnia mama trafiła na SOR, co rozpoczęło dwumiesięczny pobyt w szpitalu w Wejherowie. Mama każdego kolejnego dnia traciła możliwość mówienia, potem przełykania i oddychania. W końcu zapadła w śpiączkę i utraciła wszelkie odruchy, nawet bólowe. Badania nic nie wykazały.
Po pierwszym tygodniu lekarze poinformowali nas, że większość diagnoz została wykluczona, z wyjątkiem jednej – PML (postępującej wieloogniskowej encefalopatii o podłożu wirusowym). Choć była to trudna wiadomość, nie traciliśmy nadziei i codziennie angażowaliśmy się w opiekę nad mamą. Razem z ojcem i bratem na zmianę odwiedzaliśmy ją w szpitalu i wspieraliśmy.
Po trzech tygodniach mama otworzyła oczy, a następnie powróciły podstawowe odruchy, takie jak ruchy oczu i oddech. Pojawiły się także sporadyczne próby przełykania. Od tego czasu codziennie pracujemy nad jej rehabilitacją. Każdy drobny postęp – nowy wyraz twarzy, czystsze spojrzenie czy przywrócony odruch – daje nam nadzieję. Ostatnio mama poruszyła głową i ramionami, a czasami odkrztusza, co wskazuje na możliwość stopniowego usunięcia rurki tracheostomijnej w przyszłości.
Aktualnie mama nadal jest sparaliżowana, bezwładna, niemówiąca. Rozpoznaje bliskie osoby. Niestety jej stan wymaga całodobowej opieki, pielęgnacji i rehabilitacji. To wszystko wiąże się z dużymi kosztami, dlatego zdecydowaliśmy się poprosić wszystkich naszych przyjaciół i życzliwe osoby o pomoc.
Naszym marzeniem dla mamy byłby turnus w klinice neuroregeneracyjnej, którego koszt to 20-30 tys. złotych. Będziemy wdzięczni za każde wsparcie – najbardziej na świecie chcemy dać mamie szansę na powrót do takiej sprawności jaka jest dla niej możliwa – niezależnie od tego ile będzie ten powrót trwać. Kochamy ją i wiemy, że na to zasługuje.